Fabian Saulewicz

Independiente del Valle – wyboista droga klubu do finału Copa Libertadores

Jak to możliwe, że nieduży klub z okolic Quito osiągnął tak wiele?

01 lutego 2017

Independiente del Valle – jeszcze niedawno klub kojarzony jedynie z rozgrywkami ekwadorskiej ekstraklasy. Przełomem okazał się turniej w ramach południowoamerykańskiej Ligi Mistrzów. Któż by pomyślał jeszcze siedem miesięcy temu, że zespół z prowincji, spod stolicy kraju – Quito przejdzie niczym burza przez kwalifikacje, by następnie nadal szokować sympatyków futbolu na całym świecie? Przed Wami drużyna bohaterów Copa Libertadores 2016 roku.

Historyczny rok dla Indepediente

Na wstępie uprzedzam, że tekst zapewne by nie powstał, gdyby nie nieoczekiwane i niecodzienne rezultaty ekwadorskiej drużyny w sezonie poprzednim. Rok 2016 dla Independiente del Valle był zdecydowanie najbardziej udanym okresem w całej, 59-letniej historii istnienia klubu (dotychczas było nim mistrzostwo drugiej ligi ekwadorskiej w sezonie 2009). Z kolei dotarcie aż do finału Ligi Mistrzów, a wcześniej wyeliminowanie m.in. obrońcy tytułu z poprzedniej edycji – River Plate Buenos Aires czy wyrzucenie za burtę z dalszych zmagań naszpikowanego gwiazdami Boca Juniors, to nie wszystkie dokonania. Ilu fachowców ze środowiska piłkarskiego czy innych osób zafascynowanych tą dyscypliną sportu dawało jakiekolwiek szanse ekwadorskiej drużynie nie tyle co na pokonanie wielkich klubów, ale na osiągnięcie tego wręcz w imponującym stylu? Jak to możliwe, że zespół nie posiadający w swej kadrze prawdziwych supergwiazd czy dużego budżetu na tle rywali zdołał ostatecznie zagrać w finale Copa Libertadores? Z pewnością większość obserwatorów stwierdzi, że od czasu do czasu zdarzają się takie ewenementy, a uzyskane rezultaty to skutek lepszej dyspozycji dnia czy szczęścia. Zapewne znajdą się również osoby przekonane, że faworyci mierzący się z Independiente del Valle najzwyczajniej w świecie zlekceważyli ten zespół, co finalnie zakończyło się ich odpadnięciem z dalszych zmagań. Jednak nie wszystko naraz.

 (Nie)dawne dzieje…

Przypomnijmy sobie, jakim potencjałem dysponował zespół Independiente del Valle w sezonie poprzednim. Otóż podstawowym bramkarzem, a jednocześnie kapitanem drużyny był Daniel Librado Azcona Salinas, który swoją postawą zasłużył na powołanie do reprezentacji Ekwadoru. Choć w trakcie Copa America czy meczów towarzyskich był rezerwowym, to sam fakt bycia częścią drużyny narodowej zasługuje na docenienie. Bez jego fenomenalnych interwencji w południowoamerykańskiej Lidze Mistrzów na pewno drużynie Independiente del Valle byłoby o wiele trudniej uzyskać tak świetne rezultaty. Niejednokrotnie zatrzymywał groźne ataki, broniąc piłki przed przekroczeniem linii bramkowej. Czasami sprzyjało mu szczęście, ale przede wszystkim piłkarz ten posiada duże umiejętności i dlatego był pewny w swoich wyborach.

Nie ulega wątpliwości, że sama znakomita postawa bramkarza nie mogła wystarczyć, by zespół tracił mało goli. Najczęściej Ekwadorczycy przystępowali do meczu w ustawieniu taktycznym 4–2–3–1 lub 4–4–2. W formacji defensywnej grali: Arturo Rafael Mina Meza, Luis Alberto Caicedo Medina, Luis Miguel Ayala Brucil, Emiliano Mathias Tellechea, Christian Washington Nunez Medina i Jefferson Gabriel Orejuela. Na szczególne wyróżnienie zasługuje postawa pierwszego z wymienionych, który był liderem swojej linii. Arturo Rafael Mina Meza,bo o nim mowa, choć jest zawodnikiem wysokim (1,90 m), to wielokrotnie imponował swoją zwrotnością, szybkością i dynamiką. Jego świetna dyspozycja była widoczna np. podczas półfinału Copa Lbertadores, kiedy stale zatrzymywał największą gwiazdę Argentyńczyków – Carlosa Teveza, skutecznie demotywując go do dalszej gry z takim uporem i impetem, jak na początku. To nie przypadek, że jest regularnie powoływany do reprezentacji Ekwadoru, gdzie gra zresztą w podstawowym składzie.

Nie byłoby osiągniętych sukcesów, gdyby nie wysoka forma zawodników z linii pomocy. W jej skład wchodzili: Jefferson Gabriel Orejuela, Mario Rizotto, Dixon Arroyo, Bryan Alfredo Cabezas Segura, Junior Sornoza, Julio Eduardo Angulo Medina. Zwłaszcza rola rozgrywającego zespołu – Junior Sornoza – była nieoceniona. Warto nadmienić, że wykonywał wszystkie stałe fragmenty gry, a ponadto robił to precyzyjnie, wielokrotnie zagrywając kolegom piłkina nos. Nikogo więc nie może dziwić fakt, że w samej lidze ekwadorskiej zaliczył jako ofensywny pomocnik dziewięć goli w 35 występach. Natomiast w rozgrywkach o Puchar Wyzwolicieli dorzucił jeszcze sześć bramek i trzy asysty. Na tej podstawie można stwierdzić, że był prawdziwym liderem, motorem napędowym drużyny.

Nie można też pominąć podstawowego napastnika Indepediente del Valle (na zdjęciu powyżej z Juniorem Sornoza). Jeszcze w 2016 roku był nim Jose Enrique Angulo Caicedo, który wystąpił w każdym z 16 pojedynków w Copa Libertadores i zanotował sześć trafień. Ponadto w rodzimej Serie A zaliczył 16 meczów i strzelił cztery gole. Warto podkreślić, że szczególnie w rozgrywkach o Puchar Wyzwolicieli strzelał niezwykle ważne, a do tego piękne, bramki. Tak było np. w rewanżowym meczu kwalifikacyjnym z paragwajskim zespołem – Guarani. Gol na 1:1 przypieczętował awans do fazy grupowej. Z kolei bramka na 2:1 w pierwszym półfinałowym starciu z Boca Juniors nie dość, że była zwycięskim trafieniem, to jeszcze o niezwykłej urodzie.

 

Każdy z wymienionych zawodników posiadał duże umiejętności, a jednocześnie był w dobrej, wysokiej dyspozycji. Ponadto grupa ta była ze sobą zgrana i doskonale rozumiała się podczas spotkań – tworzyła kolektyw. W trakcie meczów można było dostrzec pewne automatyzmy, które funkcjonowały wręcz perfekcyjnie. Jednym z nich było przejście z głębokiej obrony do kontrataku, który nierzadko kończył się zdobyciem gola. Szczególnie widoczne było to podczas zmagań w Copa Libertadores, kiedy to wielokrotnie Independiente del Valle mierzyło się z drużynami teoretycznie silniejszymi. Natomiast dzięki dyscyplinie taktycznej wpojonej piłkarzom przez ówczesnego urugwajskiego trenera, Pablo Repetto, zespół potrafił zamieniać na gole nieliczne okazje podbramkowe.

Trudne początki

W Ekwadorze funkcjonuje system rozgrywek wiosna– jesień, więc wszystkie spotkania ligowe odbywają się w jednym roku. Ponadto, liga ekwadorska złożona jest z 12 drużyn, które zarówno w pierwszej, jak i drugiej rundzie rozgrywają między sobą mecz i rewanż, a więc łącznie każda z ekip ma do rozegrania 44 spotkania. Wspominam o tym nie bez powodu, gdyż na tej podstawie można zauważyć, że sezon ligowy jest długi i wyczerpujący, a przecież są jeszcze puchary międzynarodowe. Właśnie w takiej sytuacji znalazł się zespół Independiente del Valle rok temu. Nie dość, że co kilka dni musiał mierzyć się W rozgrywkach ligowych, to w międzyczasie odbywał się mecz w Copa Libertadores.

Co ciekawe, w rodzimej lidze po pierwszej rundzie był na 5. miejscu w tabeli (10 zwycięstw, cztery remisy, osiem porażek), a po drugiej rundzie zajął 4. lokatę (dziewięć wygranych, trzy remisy, dziesięć porażek). Można w związku z tym odnieść wrażenie, że nie osiągał imponujących rezultatów, a mimo to na koniec sezonu znalazł się w ścisłej czołówce całej ligi. Ponadto brał udział przecież w rozgrywkach Copa Libertadores i to właśnie one były dla Independiente del Valle najważniejsze. Spoglądając na uzyskany wynik końcowy, na myśl przychodzi pewne znane przysłowie: do trzech razy sztuka. W poprzednich dwóch latach bowiem piłkarze Independiente del Valle również brali udział w tych elitarnych rozgrywkach, lecz zarówno w 2014, jak i w 2015 roku nie udało się zagrać w fazie play-off – najpierw zajęli 3. miejsce w fazie głównej i nie wyszli z grupy, a rok później nie przeszli kwalifikacji, odpadając z argentyńskim Estudiantes.

Todo el mundo la victoria!

Dopiero rok 2016 okazał się przełomowy, choć nic na to początkowo nie wskazywało. W rundzie kwalifikacyjnej do turnieju piłkarze Independiente del Valle musieli zmierzyć się z półfinalistą Copa Libertadores z poprzedniego sezonu – Guarani. Rywalem został więc zespół, będący czołową ekipą z poprzedniej edycji, a szanse na ewentualny awans były znikome. Jednak piękno piłki nożnej po raz kolejny dało o sobie znać i po zaciętym dwumeczu to ekwadorska drużyna cieszyła się z promocji do kolejnej fazy (1:0 na swoim stadionie, 1:2 na wyjeździe). Od razu na myśl nasuwają się słowa z podtytułu: „Todo el mundo la victoria”, czyli mówiąc krótko – wszyscy po zwycięstwo! Na tym etapie trzy razy wygrała, dwa razy zremisowała i raz przegrała. Bilans bramkowy to siedem goli strzelonych i cztery stracone, co dało awans z drugiego miejsca. Co więcej, drużynę Independiente del Valle po fazie grupowej okrzyknięto ekipą, która posiada jedną z lepszych defensyw spośród wszystkich innych zespołów w Copa Libertadores. Łącznie z nią było zaledwie pięć zespołów, które straciły tylko cztery bramki w sześciu meczach.

Faza play-off to etap, na którym nie ma słabych przeciwników, a los chciał, że rywalem ekwadorskiej drużyny był obrońca tytułu sprzed roku, czyli argentyńskie River Plate.

Broniąca trofeum potęga pierwszy wyjazdowy mecz przegrała 2:0, a w rewanżu mimo olbrzymiej przewagi nie zdołała odrobić strat i choć zwyciężyła 1:0, to pożegnała się z turniejem. Samo wyeliminowanie Argentyńczyków było największym sukcesem w całej historii istnienia Independiente del Valle, więc każdym kolejnym meczem piłkarze mogli tylko zyskać, a w razie porażki nikt nie miałby do nich żadnych pretensji. W ćwierćfinale rywalem została czołowa drużyna z Meksyku: U.N.A.M. Pumas. Pierwsze spotkanie Ekwadorczycy wygrali 2:1 i nie była to duża zaliczka przed rewanżem, w którym w takim samym stosunku bramkowym zwyciężyły „Pumy”. Ostatecznie o awansie miały zadecydować rzuty karne (w Copa Libertadores nie ma dogrywek). Zawodnicy Independiente del Valle każdy strzał zamienili na gola i to oni byli półfinalistami rozgrywek. Jest to tym bardziej zaskakujące, że od 56. minuty grali w osłabieniu, a gola pozwalającego wyrównać stan dwumeczu strzelili dopiero później. Do karnych natomiast podchodzili wyluzowani, pełni wiary, że uda się osiągnąć cel. Ktoś może powiedzieć, że to dzięki szczęściu. Skąd zatem znane przysłowie, według którego szczęście sprzyja lepszym? Przeciwnikiem w półfinale rozgrywek została jedna z najbardziej utytułowanych drużyn w turnieju, czyli argentyńskie Boca Juniors.

Niezwykłe osiągnięcia

Nawet najbardziej oddani fani Independiente nie spodziewali się, że ich pupile awansują do wielkiego finału, a tak właśnie się stało. Najpierw w meczu na własnym obiekcie zwyciężyli 2:1, by na wyjeździe również wygrać, lecz tym razem w stosunku 3:2. W tym iście imponującym stylu znaleźli się w finale, w którym przeciwnikiem okazał się zespół z Kolumbii – Atletico Nacional. Choć teoretycznie był to rywal w zasięgu, to boisko w okrutny sposób zweryfikowało te nadzieje. Pierwszy pojedynek w Ekwadorze zakończył się jednobramkowym remisem. Z kolei wyjazdowe starcie to wygrana 1:0 zespołu kolumbijskiego, który finalnie sięgnął po Puchar Wyzwolicieli, a Independiente del Valle musiało zadowolić się miejscem drugim. Czy w związku z tym kibice byli rozczarowani i zawiedzeni? Oczywiście, że nie, ponieważ drużyna prowadzona przez Pablo Repetto osiągnęła więcej niż przypuszczano. Nie dość, że przeszła kwalifikacje to jeszcze wyrzuciła za burtę zwycięzcę poprzedniej edycji Copa Libertadores – River Plate, a następnie pokonała U.N.A.M. Pumas po rzutach karnych, by w półfinale wręcz ośmieszyć Boca Juniors. Takie osiągnięcia w sezonie 2016 pozostaną w pamięci na lata.

Przypadek, szczęście czy umiejętności?

Czym tak naprawdę były spowodowane wszystkie sukcesy? Przecież Independiente del Valle nie posiadało w swojej kadrze zawodników powszechnie znanych, a na pewno nie takich, którzy mieli status gwiazd Ameryki Południowej. Ponadto zespół ten nie posiadał wysokiego budżetu czy dużego stadionu. Można zatem było stwierdzić, że drużyna ekwadorska została czarnym koniem Copa Libertadores w roku 2016 nie bez powodu. Drużyna dokonała czegoś nieprawdopodobnego, nie przegrywając ani razu na swoim stadionie!

Choć własny obiekt posiada w mieście Sangolqui (7 500 miejsc), to mecze domowe w Copa Libertadores odbywały się w stolicy kraju – Quito (55 400 miejsc siedzących) i to kolejny ewenement, gdyż na dobrą sprawę zespół rozgrywał mecze domowe nie na swoim stadionie, a mimo to nie poniósł żadnej porażki (sześć zwycięstw, dwa remisy). Z pewnością związane jest to z położeniem obiektu, który mieści się około 2500 metrów nad poziomem morza. Otóż piłkarze Independiente del Valle wielokrotnie wykorzystywali ten fakt, gdyż są przyzwyczajeni do takiego grania. Z kolei zespoły przejezdne mniej więcej po godzinie gry miały już problemy z wydolnością. Dobrym przykładem, potwierdzającym tę tezę, jest to, co działo się chociażby w spotkaniu z Boca Juniors. „ Los Xeneizes” w przerwie mieli w szatni przygotowane butle z tlenem, by się dotlenić przed rozpoczęciem drugiej połowy. W efekcie druga część spotkania rozpoczęła się z kilkunastominutowym opóźnieniem. Na niewiele się to zdało, ponieważ po prowadzeniu 1:0 pozostało jedynie wspomnienie (ekipa Independiente strzeliła dwa gole i wygrała mecz).

Independiente del Valle bezwzględnie wykorzystało wszystkie swoje atuty. Na potwierdzenie tego wystarczy zacytować słowa trenera Pablo Repetto, który po wyeliminowaniu triumfatora poprzednich rozgrywek powiedział: – Pokazaliśmy, że pokonanie w dwumeczu River Plate nie było dziełem przypadku.

 

Komentarze:
  • Maxymilian

    temat hipsterski, ale cholernie nudno opisany. Cos jak tlusta golonka w czterdziestostopniowym upale

    • Adam

      kolejny hejter będący nikim w życiu, więc komentujący ciężką pracę innych. Idź się lecz buraku. Czekamy na kolejne artykuły, autor na pewno poprawi kilka rzeczy i następne teksty będą już ciekawsze. Warto docenić jednak sam temat czy tytuły akapitów, bo zachęcają do wejścia i przeczytania. Powodzenia!

  • No pasaran

    Autorowi sugeruję zajęcie się hodowlą jedwabników. Można z tego wyżyć, a nie wymaga szczególnych umiejętności.

    • Adam

      Typowy hejter. Pewnie jesteś zakompleksionym człowiekiem, pracującym za najniższą krajową i żyjącym od wypłaty do wypłaty. Najpierw coś osiągnij zanim zaczniesz komentować i oceniać. Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o autorze, wystarczy jak wpiszesz jego imię i nazwisko w google. Od razu wyświetlą się teksty, które napisał, a jest ich sporo. Szacunek! Szkoda, że tutaj nikt go nie docenił, bo chłopak ma łeb (mam nadzieję, że się mylę i wkrótce na stronie pojawi się kolejny tekst Pana Fabiana)

  • Alfred

    Świetny artykuł! Dawno nie widziałem tekstu o mniej znanej drużynie napisanego na igol.pl, czekam na kolejne

Przeczytaj także: