Mateusz Potoczny

11. kolejka ekstraklasy – (W)TOP 5

Zabawne sytuacje, kontrowersje i największe niespodzianki ekstraklasy

Grzegorz Rutkowski
02 października 2017

Przed kibicami ligowej piłki kolejna przerwa na mecze reprezentacji narodowej. W najbliższym tygodniu podopieczni trenera Adama Nawałki staną przed szansą wywalczenia awansu na przyszłoroczny mundial w Rosji. „Biało-czerwoni” zmierzą się z Armenią i Czarnogórą. Z kolei nasi ligowcy będą mieli dużo czasu na poprawę gry i… przemyślenie swojej postawy.

Za nami już 11. seria gier ekstraklasy. Z bólem serca trzeba przyznać, że za obejrzenie całej minionej kolejki powinno być wypłacane odszkodowanie. Panowie piłkarze nie oszczędzili kibiców i w ośmiu spotkaniach obejrzeliśmy zaledwie dziesięć bramek. Tę statystykę poprawili piłkarze Lecha Poznań, aplikując Legii trzy bramki. Jak się później okazało, Legia prowadzona przez Romeo Jozaka obrywa nie tylko na boisku…

1. Skromna postawa Sandecji i Śląska

W bieżących rozgrywkach przekonaliśmy się, że zawodnicy trenera Radosława Mroczkowskiego potrafią walczyć jak równy z równym z każdą drużyną w lidze. Po ostatnich dobrych występach piłkarzy Śląska Wrocław można było spodziewać się znacznie lepszego widowiska niż to, co zobaczyliśmy w Niecieczy. Wydawało się, że przewagę ma właśnie ekipa Jana Urbana, który po meczu był wkurzony, że jego podopieczni nie potrafili wygrać.

Wiemy doskonale, że do końca sezonu jeszcze mnóstwo spotkań, dlatego słabszą grę wrocławian kibice oceniają z przymrużeniem oka.

Na koniec mała „truskawka na torcie” – piękne połączenie słów doskonale opisujących starcie Sandecji ze Śląskiem. „W sumie, to trochę nam się chciało, ale trochę nie”.

2. Przeciętna Arka, niemrawa Cracovia

Mimo że piłkarze obu drużyn zdobyli bramki, o co było bardzo trudno w zakończonej serii gier, to nie porwali kibiców widowiskiem, które stworzyli.

Mecz przyjaźni został przez Arkę i Cracovię potraktowany bardzo dosłownie i jak twierdzą niektórzy, można było szybciej rozdać im po punkcie i skrócić męki kibiców.

3. #POGKOR, czyli kopiuj, wklej #ARKCRA

Pojedynek „Dumy Pomorza” ze „Scyzorykami” był bardzo podobny do meczy gdynian z „Pasami”. Piłkarze obu zespołów byli jednak mniej łaskawi i nie zdobyli ani jednej bramki. Co do samego widowiska – trzeba przyznać, że widzieliśmy już wiele dużo lepszych meczów.

Dla graczy Pogoni ową chłostą okazało się zamrożenie połowy pensji. Wkrótce przekonamy się, czy przyniesie to oczekiwane przez zarząd skutki w postaci punktów.

4. „Popis” Angulo

To, że Igor Angulo był bohaterem tego cyklu, do tej pory oznaczało łatwość w zdobywaniu bramek, ośmieszanie rywali i inne podkreślanie jego piłkarskich walorów. Tym razem jest inaczej, ponieważ hiszpański snajper Górnika postanowił oszukać sędziego i wymusić „jedenastkę”, która wywołała niemałą burzę na boisku.

Wszystko zaczęło się od tej akcji…

Hiszpan bez pomocy obrońców Piasta pada w polu karnym, myląc arbitra. Decyzja sędziego działa na piłkarzy „Piastunek” jak oliwa dolana do ognia. Znany ze swojego opanowania bramkarz gliwiczan Jakub Szmatuła, pod wpływem błędnej decyzji prowadzącego zawody Piotra Lasyka, nie wytrzymuje…

Po chwili Angulo zdobywa kolejną w tym sezonie bramkę po rzucie karnym, który Górnikowi się nie należał. Z kolei w samej końcówce spotkania sędzia, tym razem słusznie, po raz kolejny wskazuje na „wapno”. Do piłki znów podchodzi Hiszpan, ale nie wykorzystuje szansy na powiększenie swojego strzeleckiego dorobku.

5. Legia pokonana na boisku… i parkingu

Wśród bezbarwnych meczów 11. kolejki szlagierem było starcie Lecha z Legią. Kibice zgromadzeni przy ulicy Bułgarskiej nie zawiedli się i trzykrotnie cieszyli się z goli zdobywanych przez swoich ulubieńców. Z kolei piłkarze mistrza Polski prowadzeni przez Romeo Jozaka ponieśli kolejną porażkę, a styl warszawian pozostawiał wiele do życzenia. Jak się jednak okazało, bramki Gajosa, Trałki i Makuszewskiego nie były jedynymi ciosami wymierzonymi w legionistów.

„Kibice” warszawskiego zespołu postanowili przywitać swoich zawodników na klubowym parkingu i podziękować im za grę z Lechem.

Po tak beznadziejnej kolejce, zakończonej tak bezmyślnym incydentem, pozostaje nam odpocząć od ligowej rywalizacji i zjednoczyć się w dopingowaniu naszej drużyny narodowej. Za ekstraklasą jeszcze zdążymy zatęsknić.

* Cykl (W)TOP 5 ma charakter humorystyczny. Jego celem jest wyłowienie takich sytuacji z meczów ekstraklasy, które wzbudzą uśmiech kibiców. Ideą tekstów nie jest obrażanie opisywanych osób czy klubów.

Komentarze:
Przeczytaj także: