Maciej Iwanow

1. FC Magdeburg w trakcie przełomowego sezonu?

Wikimedia Commons
26 października 2017

Magdeburg był jednym z czołowych klubów NRD, po zjednoczeniu Niemiec szybko popadł w przeciętność i zagroziła mu całkowita marginalizacja. Od kilku lat zespól stara się wrócić do szerszej świadomości, a obecny sezon może być przełomowy.

1. FCM to klub z ogromną tradycją. Przed stadionem stoi pomnik Heinza Krügela, długoletniego trenera, twórcy magdeburskiej potęgi z lat 70. Obecny szkoleniowiec Jens Härtel w wywiadzie dla Kickera mówił – Bez Krügela i jego chłopaków 1. FC Magdeburg nie byłby tym, czym jest teraz. Ta tradycja nas uniosła i naszym obowiązkiem jest ją podtrzymać.

Wspomniane lata 70. to był złoty okres klubu. W tym czasie Magdeburg trzykrotnie sięgał po mistrzostwo kraju, dokładając trzy razy Puchar NRD, który w sumie zdobywał rekordowe siedem razy, dzieląc ten rekord z Dynamem Drezno. Ale najwartościowszy i najważniejszy triumf to Puchar Zdobywców Pucharów w sezonie 1973/1974. Pokonane kolejno NAC Breda, po dramatycznym dwumeczu Banik Ostrawa, Beroe Stara Zagora, Sporting Lizbona i wreszcie w finale w Rotterdamie 2:0 z AC Milan. Nazwiska takie, jak: Sparwasser, Seguin, Zapf czy Pommerenke w dalszym ciągu są znane sympatykom futbolu. Pierwsze i ostatnie europejskie trofeum zdobyte przez wschodnioniemiecki zespól.

Po upadku Muru Berlińskiego

Magdeburg źle zniósł upadek Muru Berlińskiego. W czasach NRD klub organizacyjnie był daleko przed Hansa Rostock, Union Berlin, Energie Cottbus czy Erzgebirge Aue. Potem sytuacja diametralnie się odwróciła i w pewnym momencie 1. FCM musiał zaczynać praktycznie od zera. W ostatnim sezonie wschodniej Oberligi klub zajął dziesiąte miejsce z dwoma punktami straty do szóstego, dającego awans do nowo utworzonej wspólnej 2. Bundesligi. W dodatkowych eliminacjach przepadł z kretesem. Zjednoczona Oberliga – trzeci poziom rozgrywkowy – była ogromnym rozczarowaniem. Drużyna stopniowo zajmowała coraz to niższe miejsca, by wobec reorganizacji rozgrywek w sezonie 1994/1995 wylądować w IV lidze. Frekwencja leciała na łeb na szyję. A mało brakowało, żeby od razu polecieli do V ligi, uratowało ich tylko zwycięstwo w ostatniej kolejce.

Ligowa karuzela w cieniu pucharowej sensacji

Wyciągnięto pewne wnioski, nowym prezydentem klubu został Eckhard Meyer, który miał dalekosiężne plany m.in. awans do Bundesligi w ciągu następnych dziesięciu lat. Pod wodzą nowego trenera, Hansa Dietera Schmidta, mocno swego czasu związanego z Hannoverem 96, a w czasach najnowszych podbijającego Afrykę, Magdeburg awansował do III ligi i choć z problemami, to utrzymał zespół tam aż do 2000 roku. Na decydujący o awansie mecz z FSV Hoyerswerda przyszło aż 10 tysięcy kibiców, co przy średniej 3,5 tysiąca z tamtego sezonu brzmi naprawdę imponująco.

W związku z kolejną reorganizacją zespół spadł ponownie do IV ligi. Ale mimo tego sezon 2000/2001 miał zapisać się złotymi zgłoskami w nowej historii Magdeburga. Raz, że ligę wzięli szturmem, a bilans bramkowy 120:30 nawet jak na taki poziom rozgrywkowy był szokujący, a dwa, że w Pucharze Niemiec 1. FCM był prawdziwą sensacją. Najpierw 5:2 z Köln, potem zwycięstwo po karnych z Bayernem Monachium, o którym pamięta się do dzisiaj i pamiętać się będzie zawsze. Miły jest fakt, że bohaterem tego meczu był Polak – Mirosław Dreszer, bramkarz. Zresztą obejrzyjcie sami.

 W 3. rundzie Magdeburg wygrał znowu po karnych, tym razem z Karlsruher SC. W końcu pogromcę znaleźli w 1/4 finału w meczu z Schalke Gelsenkirchen, ale 0:1 z późniejszym zdobywcą tego pucharu brzmiało mimo wszystko dumnie. Organizacyjnie zaczęły się jednak ogromne problemy. Dług klubu urósł do 6 milionów marek. Kwota brzmiąca może śmiesznie, ale zespół działał wtedy na wpół amatorsko. 5 milionów pożyczyło miasto, kibice w ogromnej zbiórce uskładali brakujący milion. Na nic się to jednak zdało. W sezonie 2001/2002, mimo że Magdeburg sportowo zajął miejsce w środku stawki, został zdegradowany wskutek wszczęcia procedury bankructwa. Wszyscy zawodnicy oprócz jednego opuścili zespół. Jedynym, który pozostał, był Mario Kallnik, późniejszy kapitan i legenda klubu. Przetrwał wszystkie turbulencje i po zakończeniu kariery został dyrektorem sportowym i finansowym w jednym.

Po trzech latach Magdeburg wrócił do III ligi. I mało brakowało, by szturmem od razu awansował poziom wyżej. Wszystko posypało się w dwóch ostatnich kolejkach. Najpierw porażka 2:4 z niegrającym już o nic Kickers Emden, by w ostatnim meczu, nadal mając wszystkie atuty po swojej stronie, tylko zremisować z będącym już pewnym awansu St. Pauli i dać się wyprzedzić o punkt VFL Osnabrück. Na nieszczęście Magdeburga III ligę znowu objęła reorganizacja i zabrakło dosłownie kilku bramek, by pozostać na tym poziomie rozgrywkowym. Ponowny przymus grania w IV lidze odbił się później na frekwencji, choć jeszcze dwa lata była ona na najwyższym poziomie w Regionallidze.

Promyk światła zaczął przebijać się do Magdeburga w sezonie 2013/2014, kiedy to jeszcze musiał uznać wyższość Neustrelitz. Rok później wygrał rozgrywki Regio Nordost, a w barażach o III ligę nie dał szans Kickers Offenbach. Ogromna w tym zasługa trenera, Jensa Härtela, który właśnie 1 lipca 2014 objął drużynę i prowadzi ją do dzisiaj. Nawiązał też wtedy do pucharowych wyczynów i najpierw wygrał z Augsburgiem 1:0, by w 2. rundzie po heroicznym boju odpaść po karnych z Leverkusen. Po awansie do III ligi zaczęła się nowa era w klubie. Równocześnie ogromnej poprawie uległy organizacja oraz infrastruktura. Piłkarze też nie zawiedli. Dwa razy zajmowali czwarte miejsce, tracąc do lokaty barażowej kolejno osiem punktów i tylko jedno oczko. Zwłaszcza poprzedni sezon był sporym niedosytem.

Do trzech razy sztuka?

Najlepszym letnim transferem Magdeburga był z pewnością Philip Türpitz, wyciągnięty z Chemnitz. Do tej pory zdobył w lidze sześć goli i dołożył pięć asyst. Bez jego fenomenalnej gry w drugiej linii nie byłoby drugiego miejsca. Nie mogą go nachwalić się zarówno trener, koledzy, ale także klubowe legendy m.in. Wolfgang Steinbach mający za sobą 433 mecze w barwach 1. FCM. – Siedzę właśnie przed telewizorem. Ten Türpitz jest po prostu świetnym zawodnikiem. Nareszcie Magdeburg ma godną „ósemkę”. Sam piłkarz zachowuje spokój i skromność – To dla mnie zaszczyt, że ikona klubu tak wypowiada się o mnie, ale jeszcze dużo pracy przede mną jak i całą drużyną.

Inne ważne transfery to na pewno Björn Rother wyciągnięty za zaledwie 225 tysięcy z rezerw Werderu, a który jest prawdziwym wojownikiem w środku pola.

Trzeba pamiętać, że od początku sezonu z urazami zmaga się gwiazda Magdeburga – Christian Beck. W zeszłym sezonie zdobył 17 bramek, dokładając pięć asyst. Jeszcze wcześniej aż 19 trafień. W bieżących rozgrywkach strzelił zaledwie raz, choć była to zwycięska bramka w meczu na szczycie z Paderborn. Dołożył tez oczywiście cegiełkę do wygranej z Augsburgiem w Pucharze Niemiec. Trener jednak absolutnie nie załamuje rąk nad jego skutecznością – Nie jest ważne, że Beck nie strzela goli. Ma na boisku ważniejsze zadania. Byle byśmy wygrywali. Wtedy jest mi obojętne, kto strzela bramki. Christian wprowadza spokój, jest doświadczonym graczem. Potrafi dobrze się zastawić, skupiać na sobie uwagę obrońców, uwalniając tym samym swoich kolegów. Jego rola na boisku jest nie do przecenienia, choć nie przekłada się to na cyferki.

Härtel jest skrupulatny, ambitny i nad wyraz konsekwentny. Nie jest nerwusem, rzadko kiedy podnosi głos. Jest idealny dla Magdeburga. To prawdziwy szczęśliwy traf – komplementuje trenera legenda klubu, Jonathan Streich. – Podniosła się kultura gry, zespól prezentuje znacznie wyższe tempo. Magdeburg należy do ścisłych faworytów ligi.

Trener jest zadowolony z obecnego stanu rzeczy. Po zwycięstwie nad Osnabrück w 12. kolejce – 30 punktów to już jest świetne. Moi chłopcy radzą sobie znakomicie, jednocześnie twardo stoją na nogach. W następnym meczu wdarło się lekkie rozprężenie, porażka 0:3 z beniaminkiem Unterhaching wynikła z prostych błędów, a także zbyt dużego zaaferowania zbliżającym się meczem pucharowym z Borussią Dortmund. Te 30 punktów to jeden z najlepszych wyników III ligi po 12 kolejkach. Lepsi byli tylko Dynamo Drezno w 2015/2016 i Paderborn w obecnym sezonie.

Finansowo Magdeburg nie należy do krezusów, ale sytuacja jest komfortowa i stabilna. Ogromna w tym zasługa wspomnianego już Mario Kallnika. Po awansie do III ligi w 2015 roku to dzięki jego staraniom grupa sponsorów zwiększyła się do prawie 400 podmiotów. To ponad trzy razy więcej niż jeszcze w 2012. Wszyscy wypowiadają się o nim z największą estymą.

Jesteśmy miastem robotniczym. Futbol stał tutaj zawsze pod znakiem siły, woli i pasji.

To słowa Mario Kallnika. Zrobiła się moda na Magdeburg. Widać ten nowy ogień w oczach kibiców klubu. Wróciła żarliwość, choć i tak nigdy nie opuścili 1. FCM w potrzebie. Zespół obecnie ma ponad 6 tysięcy zarejestrowanych członków, podczas gdy jeszcze dwa lata temu miał ich poniżej 2 tysięcy. Średnia widzów na stadionie wynosi ponad 17,5 tysiąca, a trzeba przypomnieć, że pojemność to 25 tysięcy. W przyszłym sezonie ma zostać przebudowany do 30 tysięcy. To najlepszy wynik w III lidze, drugą w tej klasyfikacji Hanse Rostock dystansuje o ponad 6 tysięcy. To drugoligowy poziom. Organizacyjnie klub już tam jest, kibicowsko nawet wyżej. Czas, by Härtel i jego podopieczni zrobili ten najważniejszy, sportowy krok do przodu.

Komentarze:
Przeczytaj także: